9 mar 2026

Cieszę się, że rozmawiamy

Chciałbym żeby ktoś cieszyl się na mój widok, jak ty kiedyś 


Nie zapomnę tego uśmiechu i ciebie

Twojej twarzy pełnej zadowolenia 

Miłości w oczach


Byłem wtedy kochany

Tak się czułem 

Teraz tak nie czuję 


Ale minęło 6 lat 

To normalne, ze pewne rzeczy ulegają zmianie 

To nic złego 


Dobrze, że teraz patrzysz tak na kogoś innego

Cieszę się z tego 


Cieszę się, że rozmawiamy 

3 mar 2026

Marzec poraz kolejny

Marzec pachnie słońcem, zieloną trawą i łzami na balkonie.
Marzec to miesiąc marzeń.
Jest on pełen tajemnic &
Wydaje się tylko kolorowy
Marzec nie lubi lutego.
Żaden następny, nie lubi tego poprzedniego.
Tak było zawsze. Tak będzie zawsze
Marzec jest ciężki
ale wrócę do niego
Znowu się zakocham
i znowu poczuję to, co kiedyś
wtedy, kiedy witałem cię pierwszy
raz.​​​​​​​​​​​​​​​​ 
Znowu wznowie się w marcu, kolejny raz
Znowu zakocham się w tobie. 


1 mar 2026

W twoim planie

To, że teraz przeliczam banknoty dwa razy

i śpię między kartonem a planem na jutro,

nie znaczy, że się rozpadam.

To tylko moment,

nie koniec historii.


Przeprowadzka to nie klęska.

To kurz w powietrzu,

taśma klejąca na palcach,

wizja czegoś większego

niż metraż.


I wiem, że patrzysz.

Niby spokojnie.

Niby „ja tylko pytam”.

Ale w pytaniach masz już wyrok.


Jakbyś czekała, aż się potknę,

żeby udowodnić, że to on.

Że gdy brakuje kasy — to on.

Gdy jestem zmęczony — to on.

Gdy milczę chwilę dłużej — to on.


A prawda jest prostsza.

Czasem jest ciężko,

bo dorosłość nie przychodzi w prezencie.

Przychodzi w ratach.


Nie wszystko, co trudne,

ma jego imię.

Nie każdy mój błąd

jest czyimś cieniem.


Ja wybrałem.

Świadomie.

Bez przymusu.

Bez złudzeń.


Jeśli upadnę —

to na własnych zasadach.

Jeśli wygram —

też po swojemu.


Nie potrzebuję cichego przeciwnika

w kimś, kto powinien stać obok.

Nie potrzebuję spojrzeń,

które już wiedzą lepiej.


Potrzebuję tylko przestrzeni,

żeby być sobą —

nawet jeśli mój sposób

nie mieści się

w twoim planie.


22 lut 2026

Dobra teraz z balkonem rozmawiam

 Szacunek bez ulicy na dworze

Gdy dom na ziemi już nie stoi

A milion balonów podnosi świat na wietrze 

Co ciekawsze na ziemi już nic nie stoi 


Boję się uliczkami pozostałymi pozostałe kroki stawić 

Tam się czai zza rogu czerń, która nigdy nie odchodzi

Czeka by mnie porwać 

Ostatnią cząstkę mojego zepsutego ciała zabiera mi czerń


Nie kołdrą już przykrywam się by ciało ogrzać 

Stare prześcieradło przykrywające moje syfy

A na przeciwko okno sąsiada który patrzy z zaciekawieniem, na to jak mnie zabierają 

Nic nie może zrobić 

Nawet jego oczy nie chcą mi pomóc 


Dobra teraz z balkonem rozmawiam 



Szablon dla Bloggera stworzony przez Blokotka